Na zabawę Nici, nitki i niteczki przygotowałam zabawkę misia. Jak najbardziej w zimowym klimacie, bo lubię, kiedy posty współgrają z porą roku.
Historia o ZPT
Misia zrobiłam na drutach, bo był to dla mnie taki symboliczny powrót do korzeni, ponieważ swoją przygodę z rękodziełem zaczynałam właśnie od robienia na drutach. Kiedyś opisywałam tę niezwykłą przygodę. Do prawie 17 roku życia byłam prawdziwym antytalenciem robótkowym. Kiedy należało coś przygotować na lekcje ZPT w podstawówce, to musiałam prosić mamę lub sąsiadki o pomoc, czytaj zrobienie danej pracy, bo nic nie potrafiłam zrobić. Dla młodszych czytelników małe wyjaśnienie ZPT to były zajęcia praktyczno-techniczne, na których uczeń miał nauczyć się podstawowych czynności życia codziennego, czyli wbijania gwoździ w deskę , a nie w rękę, pieczenia ciasta, szycia na maszynie koszmarnego fartuszka, obrzucania brzegów chusteczek do nosa mereżką, robienia na drutach kapci z włóczki, która była okropna w dotyku i jakość dziwnie piszczała, wyszywania krzyżykami powłoczki na poduszkę itp... Idea zajęć była piękna, ale wykonanie dużo gorsze. Nie umiałam nic robić - bałam się, że przyszyję sobie palec maszyną do szycia, że utłukę palce młotkiem, szydełkiem lub drutem wybiję oko itd... Nie wiem, skąd się brały u mnie te dziwne pomysły, bo i babcia i mama potrafiły szyć, haftować, cerować, szydełkować i robić na drutach i wszystkie niezbędne sprzęty mieliśmy w domu.
Historia pewnego swetra
Kiedy miałam około 17 lat, nagle przeżyłam robótkowe oświecenie. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że znalazłam odpowiednią motywację do nauki różnych technik rękodzielniczych. Na pierwszy ogień poszły druty, bo bardzo chciałam mieć sweter rodem z gazetki "Wzory i wykroje" z lat 80-tych minionego wieku . Jednak, aby zrobić sweter trzeba, trochę więcej niż sama chęć. Z koleżanką z klasy Wiesią spędziłyśmy całe zimowe ferie na produkowaniu naszych swetrów - wykonanych jerseyem, czyli ściegiem gładkim, ale z wrobionymi motywami kwadratów i linii. Siedziałyśmy tak w ciszy, z wywieszonymi językami -to chyba nam pomagało w machaniu drutami, a raczej jednym drutem, bo drugi trzymałyśmy na sztorc między nogami, żeby oczka nam nie pospadały... I mozolnie przerabiałyśmy oczko za oczkiem, rząd za rzędem. Nasze pierwsze swetry może zbyt urocze nie były, ale byłyśmy z siebie mega dumne. Potem już poszło. Robiłam swetry z warkoczami lub ażurami, czapki, wielometrowe szale i kolorowe, żakardowe skarpetki. A potem na wiele lat porzuciłam druty. Czasami zrobiłam jakąś chustę lub inny drobiazg...
Kilka dni temu zobaczyłam misia zrobionego na drutach. Pomyślałam - wielkiej filozofii w tym nie ma, więc sięgnęłam do pudła z włóczkami i drutami i poczyniłam takiego oto misia.
Czapka ma otwory na uszy, a reglanowy sweter wysoki golf i wyszytego muchomora. Nogi i rączki zszyłam ściegiem materacowym, a otwór w brzuchu połączyłam niewidocznym szwem "oczko w oczko". Miś wykonany jest z mieszanki wełny, alpaki i akrylu (Milano) w kolorze beżowym, a sweter i czapka z mieszanki bawełny z akrylem (Gazzal Baby cotton) w kolorze jasnożółtym (?). Wysokość misia to ok. 22 cm z czapką.
Zimowy miś wędruje na zabawę Nici, nitki i niteczki, do której zapraszam wszystkich miłośników i miłośniczki robótek z wykorzystaniem wszelkiego rodzaju nici, nitek, wełen, włóczek, mulin, kordonków, sznurków, a nawet tasiemek.
Pozdrawiam,
Anetta (Jamiolowo)



%20(320%20x%20320%20px).jpg)

10 comments
Miś jest przeuroczy :) Podziwiam Cie za wydzierganie go, tyle elementów, tyle detali... Ja próbowałam robić na drutach, ale jakoś tak niezdarnie mi to szło :) I dokładnie tak jak opisałaś miałam takie same początki, czyli drut na sztorc między kolanami :)
OdpowiedzUsuńMoja droga doskonalenia w dziewiarstwie, hafciarstwie i krawiectwie była bardzo podobna :). Najpierw nic mi nie szło i przestało mnie to interesować, ale jakoś w ogólniaku zaczęłam i szyć i robić swetry na drutach, a potem to już dostałam skrzydeł i nie było w tych dziedzinach rzeczy, których bym nie potrafiła zrobić. Druty nosiłam ze sobą wszędzie, zdarzało mi się dziergać na wykładach, w pociągu itd.
OdpowiedzUsuńMisio przecudny! Takie maleństwo trudniej zrobić niż duże swetrzysko. A na zabawę spontanicznie się zgłosiłam bo przyszedł mi do głowy pewien pomysł, ale w nowej dla mnie technice, więc najpierw muszę trochę poćwiczyć :).
Pozdrawiam serdecznie!
Aż jestem ciekawa, jaką nową technikę ćwiczysz... Ale spokojnie poczekam na Twoją pracę:)
UsuńMiś uroczy i fajne historie . Ja też zaczynałam od drutów ale zakochałam się w nich od pierwszego spojrzenia ale nie wiem juz ile lat miałam - wczesna podstawówka tak , że na lekcjach robótek już byłam "guru" :-) Do zabawy też się dołączę ale nie będzie to miś maskotka.
OdpowiedzUsuńFajna historia, u mnie w domu były takie zimowe wieczory (cerowanie ,łatanie bielizny itp) nie lubiłam.Inne wieczory to były druty a jedną z sióstr haftowała duży obrus zkrzyżykami .Miłość do robótek zaszczepiła moja wychowaczyni która prowadziła kółko robotkowe, zpt też było i dużo się nauczyłam.Potem chcąc z siostrą dziergać prułysmy stare swetry których się już na łokciach nie dało pocerować.Wspomnienia.Misiek jest przesłodki.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńCiekawe wspomnienia Ulu - lubię takie historie:) Pozdrawiam:)
UsuńŚliczny miś! Ma cudne zimowe ubranko:) Moje początki z drutami też związane są z lekcjami zpt, ale ciocia robila na drutach i mnie podszkolila. Później porzuciłam druty i do obecnej chwili nie wróciłam do nich. Nęci mnie szydełko i mam nadzieję, że w końcu się za nie wezmę :) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńJa do szydełka dojrzałam dość późno, ale warto było :) Pozdrawiam:)
UsuńMoja droga do robótek ręcznych była podobna. Nie miałam żadnej ciotki, babci, od której mogłabym się czegoś nauczyć. Bida w sklepach spowodowała, że najpierw zaczęłam szyć. Mama się śmiała, że to nie uszyte, a pozszywane. Przyszedł też czas na druty.
OdpowiedzUsuńKiedyś to była konieczność, teraz haft to tylko hobby.
To prawda, że zmieniło się postrzeganie robótek ręcznych, które kiedyś były koniecznością, a dzisiaj są przyjemnością 😉
UsuńDziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie:)