Zakupy? Chcę czy muszę kupić?

by - sobota, marca 03, 2018


Zakupy to sprawa nieprosta?

Puste konto tuż po wypłacie, życie od wypłaty do wypłaty, zaciskanie pasa pod koniec miesiąca, życie 'na kreskę'.  Dla wielu osób brzmi znajomo...Czasami nie potrafimy przyznać się sami przed sobą, że nie umiemy rządzić się własnymi pieniędzmi. Czasami narzekamy, że nikt nas tego nie nauczył. Jest w tym trochę prawdy, ale na zmiany nigdy nie jest za późno. Dzisiejszy wpis  pozwoli Ci obiektywnie ocenić ostatnie zakupy i zorientować się, czy kupujesz z konieczności, czy raczej dla przyjemności.
budżet domowy - zakupy

Sorry, nie zaplanujesz tego w 5 minut...

Jak już wiecie z poprzedniego wpisu, racjonalne zaplanowanie budżetu wymaga nieco wysiłku i poświęcenia z naszej strony. Nie ma cudownej metody, żeby to zrobić w 5 minut. Spisywanie własnych wydatków wyraźnie pokazuje, gdzie pieniądze 'znikają'. Jeśli ktoś narzeka, że nie chce mu się spisywać cyferek z paragonów, to niech chwilę zastanowi się, co może dzięki tej niefajnej czynności zyskać. Może wizja ewentualnych korzyści zmotywuje go do działania. Osobiście nie robię zakupów codziennie, więc te zapisy tak naprawdę ograniczają się do 2-3 dni w tygodniu. Biorę wtedy zakreślacz i po prostu zakreślam np. tzw. chemię. Podliczam sumę wydatków na artykuły "chemiczne", tj. płyny, proszki itp. Odejmuję ją od całego paragonu i mam gotową kwotę np. żywności. Jeśli kupiłam jeszcze coś z innych kategorii, np. czasopismo, postępuję tak samo. Nie bawię się w spisywanie każdej pozycji osobno - żywność to żywność.
Co zyskuję z takiej domowej buchalterii? Przede wszystkim świadomość, jakimi środkami finansowymi dysponuję w danej chwili. Po drugie taki spis może przydać się, gdy będziemy musieli nagle szukać oszczędności w domowym budżecie.

Cappuccino kontra płyn do prania

Analiza  spisu wydatków powinna uświadomić nam jeszcze jedną ważną sprawę, a mianowicie -czy rzeczy, które kupujemy, są nam tak naprawdę potrzebne.
Na pewno ktoś się obruszy, bo przecież zawsze kupuje tylko potrzebne rzeczy... Niestety, często dokonujemy zakupów pod wpływem impulsu, emocji, a nawet hormonów, dlatego warto spojrzeć na swój spis zakupów lub ostatni paragon ze sklepu. A potem przez chwilę zastanowić się nad każdą z zakupionych rzeczy z osobna, zadając sobie poniższe pytania.

 Czy naprawdę ta rzecz jest mi potrzebna ( konieczna, użyteczna, niezbędna)?
A może kupiłam ją, bo chciałam,choć wcale nie musiałam...


Mały przykład z dzisiejszego poranka - kupiłam płyn do prania, bo się kończy, więc jest mi potrzebny. Kupiłam też trochę warzyw, bo są mi potrzebne do obiadu i na kolację, To były zakupy z konieczności. Musiałam kupić te rzeczy i na pewno je wykorzystam. Ale przy okazji wpadłam do kawiarni na duże cappuccino, bo czasami lubię sobie wypić kawkę poza domem i sprawia mi to przyjemność. Zajrzałam też do Pepco i kupiłam dwa ceramiczne jajca, bez których spokojnie mogłabym się obyć, ale oczarował mnie ich zielony kolorek i niska cena. Nie potrzebowałam tego, ale chciałam.

Chcę czy potrzebuję?

Tu kryje się tajemnica skutecznego zarządzania własnymi pieniędzmi. Jeśli idziecie na żywioł i wchodząc do sklepu wrzucacie do koszyka co popadnie, bo się PRZYDA, bo jest PRZECENIONE, bo jest w PROMOCJI, bo się PODOBA (w tej chwili), to macie 100% pewność, że zakupy okażą się sporym rozczarowaniem. Po pierwsze będziecie niemile zaskoczeni kwotą, jaką usłyszycie przy kasie, a po drugie po powrocie do domu  okaże się, że kupiliście wiele towaru, ale zapomnieliście o najważniejszej rzeczy, jaką mieliście kupić, np. o chlebie na kolację...

Planuj, by żyć lepiej
Daleka jest od praktykowania skrajnego minimalizmu i życiowej ascezy. Przecież nie o to chodzi, żeby zrezygnować ze wszystkich życiowych przyjemności, wręcz przeciwnie- chodzi o to, by mieć pieniądze na to, co sprawia nam prawdziwą przyjemność -książki, wakacje, wypad do kina, do kawiarni.... A przy tym mieć pieniądze na dom, dzieci i siebie- bez wyrzutów sumienia i bez długów, dlatego jestem zwolenniczką świadomego wydawania pieniędzy i racjonalnego budżetu domowego , który warto planować, aby wiedzieć, na czym się stoi i gdzie ewentualnie szukać oszczędności.

Dziękuję za komentarze i zapraszam  w przyszłym tygodniu na kolejny wpis z cyklu "domowego".

Pozdrawiam,
Anetta

You May Also Like

15 comments

  1. Całkowicie się z Tobą zgadzam, ale jednocześnie uważam, że w tej "praktyczności" trochę luksusu nam się należy, chociażby ceramiczne jaja, czy kawka poza domem. Trzeba tylko zachować równowagę i budżet się zepnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, właśnie o to chodzi, aby mieć pieniądze na przyjemności. Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Zgadzam się całkowicie z Tobą ale....życie jest tak krótkie.....Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. WOW to odwieczny problem :) Całkowicie się z Tobą zgadzam :) Ja też tak staram się prowadzić nasze wydatki :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się całkowicie z Tobą. Ja jestem "uzależniona" od buszowania po sh ale już coraz częsiej łapie sie na tym że zanim cos kupie mocno się zastanawiam czy to bedzie przydatne.Zycie ponad stan to nie mój styl,ale też nie wyobrażam sobie zyc w pełnej ascezie. Trzeba czasem robić sobie małe przyjemności chociażby kawa w kawiarni. Poza tym pieniądze to energia, u mnie nie sa celem samym w sobie a są po to by wykorzystywac je do realizacji swoch planów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie dajmy się zwariować. Pewnie, że oszczędności ważna rzecz, ale z ołówkiem w ręku to nie dla mnie. Oszczędzam ogólnie: nie kupuję książek tylko wypożyczam, do sklepów staram się chodzić najedzona, w innym wypadku brałabym wszystko, w sumie to staram się robić zakupy 2 razy w tygodniu, to też oszczędność, chemię kupuję w dużych opakowaniach, mam warzywnik, robię zimowe przetwory, oszczędzam energię, wodę, staram się oszczędzać opał... Myślę że taki sposób oszczędzania też przynosi większe korzyści. Właściwie to wiem że przynosi korzyści, bo wiele tak sama utrzymywałam dom i dzieci i dałam radę.
    Pozdrawiam Anetko:)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja tam lubię takie wpisy, bo generalnie wstydzimy się (lub boimy się) rozmów o pieniądzach. Czekam na kolejny wpis z tej kategorii. Pozdrawiam Ewa K.

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajnie napisane , to chyba sedno oszczędności. Dodałbym jeszcze jedną UWAGA NA PROMOCJE I WYPRZEDAŻE !! Ile to razy kupujemy towary nie dlatego że są nam potrzebne a dlatego , że są w promocji. Jechać na drugi koniec miasta do marketu bo tam jest masło tańsze o 0,50 zł to dla mnie chore, albo kupić 3 kostki zamiast jednej bo wtedy wychodzi 0,20 zł taniej , po czym się okazuje, że to koniec terminu ważności i dwie kostki jemy przeterminowane albo lądują w koszu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten wpis to powinien przeczytać mój mąż, wielbiciel promocji i oszczędności, który nigdy nie ma pieniędzy:-) Sklepy mnie nie mamią, jestem odporna, kupuję zawsze tylko to co przyszłam, no chyba, że chodzi o sklepy z artykułami do rękodzieła, tu mi czasami zmysł oszczędności zawodzi:-) A poza tym to z wyboru remont, czy szalony wyjazd na Święta wybrałam ostatnio to drugie, ale ja mam od jakiegoś czasu "wypaczony" pogląd patrzenia na przyjemności a "pieniądze to nie wszystko":-) Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ech napisałam mega długi post i mi się skasował :-(
    Anetko ciekawy kolejny wpis. Ja dopóki mieszkałam w bloku gdzie na osiedlu były sklepy praktycznie codziennie byłam w sklepie-po świeże bułeczki, wędline. A teraz gdy muszę wsiąśc w auto i jechać pare km staram się zakupy robić 2 razy w tyg max 3. Robię większe ale za to z listą. Często próbuję trafić na promocje bo gdy widzę płyn tańszy o 2 zł biorę dwa bo i tak w następnym miesiącu będę musiała kupić. Może nie jest dużo 4 zł zaoszczędzone ale zawsze to coś. Nie jadę specjalnie po takie promocje ale przy okazji innych zakupów.
    Niestety ale najwięcej kasy idzie na żywność i staram się co mogę sama np zapakować w słoiki, nie będę kupowała ogórków skoro rosną mi na działce, tylko trzeba poświęcić na to swój czas.
    Czasem na przyjemność też się skuszę np deser lodowy za 14 zł ale to jest raz na x czasu. Nie możemy ciągle sobie odmawiać wszystkiego, pracujemy i na trochę relaksu:-)
    Pozdrawiam i już jestem ciekawa co będzie w następnym poście:-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Grunt to zachować rozsądek - ale tak jest ze wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  11. oszczędność?
    - wysłać ślubnego z kartką na zakupy, na pewno nie kupi nic co na niej nie ma, nie skuszą go promocje i inne tego typu atrakcje

    OdpowiedzUsuń
  12. Zakupy "domowe" robi mężulek (z kalkulatorem w głowie), a ja robię zakupki dla przyjemności (przydasie- z ograniczonym budżetem) 😀

    OdpowiedzUsuń
  13. chyba w większości rodzin jest to oszczędzanie, trzymanie się pewnych ustalonych zasad. U mnie też jest podobnie, robimy większe zakupy raz w tygodniu, kupujemy to co potrzebne lub "wyszło" ewentualnie coś w promocji. Ale i na przyjemności typu kino, kawa, pizza od czasu do czasu też są przeznaczane jakieś pieniądze. Przede wszystkim nic tak oszczędności nie uczy jak wychowanie piątki pociech :) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. nie będę pisać tego samego, tylko podepnę sie pod obie Anie- mam ogród, więc od wiosny do późnej jesieni brakuje mi czasu na rękodzieło- co zaoszczędzę na jedzeniu idzie na rękodzieło ;)
    tak wiec jak widzisz oszczędność i przyjemności u mnie sie uzupełniają:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie:)

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.