Tak jak wspomniałam w poprzednim poście, trochę przysnęłam z sierpniowymi wpisami na blogu. Trudno, nie nadrobię tego. Mogę jedynie starać się być bardziej systematyczna w przyszłości.
Szydełkowe kwiatki zawładnęły mną, moim wolnym czasem i domem, bo niteczki i szydełka wędrują ze mną po całym domu na dużej tacy, bo tak jest najwygodniej;) Ale wiadomo nie tylko kwiatkami człowiek żyje... Dzisiaj pokażę frywolitkową serwetę z cyklu corocznych Wiosen Renaty Niemczyk. W kwietniu pokazywałam początek supłania tej serwety, jednak życiowe okoliczności spowolniły moje tempo supłania.
Życiowe okoliczności
Serweta powstawała w bardzo niesprzyjających okolicznościach - głównie podczas wizyt w szpitalach z moim tatą. W czasie oczekiwania na badania, rezonans, potem biopsję, scyntygrafię kości...A potem w oczekiwaniu na wyniki, opisy, termin operacji...
W niedzielę postanowiłam, że czas skończyć supłanie tej serwety. I bez zbędnego rozczulania się nad sobą i serwetą skończyłam ją. Serweta ma średnicę 62 cm. Zrobiłam ją nitkami nr 20 -w trzech kolorkach -niebieskim, jasnoniebieskim i śmietankowym.