Jeden pingwin i trzy techniki

by - środa, lutego 11, 2026

Patrząc na tego niewielkiego pingwinka, człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego, ile nerwów może kosztować takie niepozorne maleństwo. Zaczęło się normalnie i przewidywalnie. 


Nitki i pierwsze problemy

Wybrałam szary kordonek Kaja 15, dorzuciłam popielaty na czapkę pilotkę, dobrałam szaro-srebrną Lumię 10 i śmietankową Kaję 15. Wszystko zwiastowało, że zrobienie pingwinka to będzie szybka akcja z szydełkiem w dłoni. Jakiś czas temu oswoiłam się z " żakardami" na szydełku, więc nie przewidywałam żadnych trudności. Zrobiłam kawałek korpusu pingwinka, dołączyłam jasną nitkę, by wyrabiać brzuszek... i zaczęło się. Brzuch uciekał na bok - w sensie dziwnym trafem oczka po lewej stronie przesuwały się "szybciej" niż po prawej. Doczytałam uwagi autorki, która twierdziła, że jest to zjawisko normalne i można je zniwelować gubiąc lub dodając o 1-2 oczka więcej niż w oryginale. Okey.
Sprułam to, co zrobiłam. Postępując zgodnie z uwagami autorki brzuch pingwina nadal przyrastał nierównomiernie. Sprułam po raz drugi. Nie lubię fuszerek, więc dodałam biały kolor i robiłam dalej... Po trzecim razie brzuchowej krzywizny pingwina z lekka się wkurzyłam.
A przecież rękodzieło ma uspokajać ciało i duszę... 


A jednak fuszerka...

Przemyślałam sprawę i nie chcąc po raz kolejny pruć nieszczęsnego pingwina, zdecydowałam się na rozwiązanie, które było w zasięgu moich twórczych możliwości. Zrobiłam brzuch na drutach i przyszyłam go tam, gdzie powinien być.  Na zdjęciach widzę, że  krzywo przyszyłam i brzuch i serce... I mimo moich usilnych starań wyszła fuszerka...
Potem już bez żadnych problemów zrobiłam szydełkiem pilotkę, nosek, nóżki i skrzydełka. Kiedy spróbowałam zrobić okularki, wyszły jakieś niefajne, więc wysupłałam je czółenkami.
I tak jeden pingwin wymógł na mnie zastosowanie aż trzech technik rękodzielniczych: dziergania na drutach, szydełkowania i supłania frywolitkowych okularków.


Cała to historia idealnie pasuje do cytatu, który zaproponował Splocik w swojej lutowej zabawie Małe dekoracje -Kiedy myślisz, że już nic nie da się zrobić, musisz pomyśleć jeszcze raz (Daphne Kalotay).

Zastosowanie pingwina może być różne - może być zabaweczką, brelokiem lub zawieszką do torby ze względu na swe niewielkie rozmiary (ok.8 cm wysokości i 5 cm szerokości). 


I tyle na dziś.
Pozdrawiam,
Anetta (Jamiolowo)

You May Also Like

23 comments

  1. Masz stalowe nerwy ale pingwinek cudowny dlatego nie lubię robić maskotek , pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pingwin wyszedł uroczo. Czasem tak bywa, że coś się nie udaje i wymaga kilku prób. Mnie najlepiej wychodzą robótki odrabiane z obrazka. Wtedy stosuję swoje własne wyliczenia i robię na tzw. oko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pingwinek jest uroczy, chyba na przekór Twojemu twierdzeniu o fuszerce. :)
    W rękodziele nie zawsze musi być idealnie i tu pasuje też motto zabawy; wymagasz od siebie perfekcyjności.
    Wiem, też tak mam, ale czasami trzeba sobie odpuścić.
    Miło mi, że bawisz się u mnie :)
    Twój link i fotka znajdą się w podsumowaniu lutego.
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  4. Rękodzieło to relaks, ale przecież ono tez potrafi zdenerwować, ważne, że się nie poddajemy, bo jednak miłość do rękodzieła większa. No i patrz, jakie cudo powstało, bo mnie się mega i raz jeszcze mega podoba!!!! Pięknego dnia Ci życzę. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku jaki słodziak! Dla mnie idealny! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytam czytam co za opowieść tak wiem chcemy dopieścić i im bardziej się staramy to nam coś tam :) A pingwinek wyszedł wspaniały niepowtarzalny i już :) Super słodziak :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. No tak, trzeba mieć nerwy ze stali :) Świetnie sobie poradziłaś, bardzo kreatywnie podeszłaś do problemu :) Słodziutki pingwinek :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatecznie fajny ten pingwin i dzięki temu że szło jak po grudzie to nie dość że powstał to jeszcze zaliczyłaś nim zabawę u Splocika!!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Przy jerseyu i dodawaniu oczek na końcu rzędu i u mnie zawsze z jednej strony ściąga się dzianina, ale to chyba przez zmianę oczek. Pingwinek jest mega! Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  10. Mały pingwinek jest uroczy ! Niestety tak to już jest , że przy różnych racach nie obejdzie się bez prucia. A człowiek chciałby wszystko zrobić od razu jak należy. Czasem trzeba powalczyć. Wyszło cudnie !!! Pozdrawiam Anetko :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Przez zastosowanie różnych technik dziewiarskich wyszła bardzo niepospolita maskotka. Brzuszek robiony na drutach jest gladki i deliktny, plecki są troszkę nastroszone, a okularki to zegarmistrzowska robota.

    OdpowiedzUsuń
  12. Absolutely adorable. Warm greetings from Montreal, Canada ❤️ 😊 🇨🇦

    OdpowiedzUsuń
  13. Podziwiam Cię za taką dłubaninę, mnie by chyba nerwy puściły 🙂
    Pingwinek wyszedł słodziutki, te wszystkie detale to perfekcja wykonania 🙂
    Przesyłam pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Pingwinek wyszedł uroczy. Ja nie widzę w nim krzywizn, w końcu to zabawka handmade i jest dokładnie taka jak powinna - cudna. Co prawda ja bym chyba rzuciła na jakiś czas jej robienie, jakby mnie tak wkurzała, ale dobrze, że nie wszyscy są tacy nerwowi jak ja :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ludzie oglądający rękodzieło zwykle nie wiedzą ile pracy i często nerwów kosztuje niepozorne maleństwo :). Czasem i my tego nie wiemy, bo projekt zapowiada się lekko i przyjemnie, a trudności mnożą się po drodze. Dlatego to hobby dla wytrwałych. Koniec końców pingwinek wyszedł cudowny i przesłodki <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten pingwinek wygląda świetnie. Widać ile pracy Ciebie kosztował ale efekt jest wspaniały. Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń
  17. Despite the issues you faced, the penguin is absolutely adorable!

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudowne maleństwo 😍 Pięknie sobie poradziłaś z przeciwnościami losu (niedoskonałością wzoru?). Przydały się umiejętności różnych technik i ich zastosowanie ☺️

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie:)